Unosi wzlatuje się nade mną
pierwszy prawdziwy na granicy
mężczyzna splamiony
prawie mąż przepadnięty
drugi mnie utwierdził że za nisko
trzeci tysiące monet wydał
żebym krzyczała fuckin slayer
zerżnąłby mnie jakby mój ojciec
złapał za szyję i sprowadził w dół
zeszczał na twarz i włożył kutasa
tak głęboko że łzy słone
poparzyłyby mi całą skórę
wierzę
ale choć obsesje moje wysoko
ja się nie zniżę tak by utopić
jeszcze
ledwo pływam
resztki powietrza trzymają mnie żywą
dryfującą na powierzchni
na plecach
Ale kot mnie drapie
a przez te rany tytoniowa smołe
nawołuję i jak balonik przebity
trzepoczę się
ni w powietrzu
ni na wodzie
gdzieś w przestrzeni pomiędzy
gdzie nikt mnie nie znajdzie
nikt tej rzeczywistości nie zagląda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz